Wyścig w Poprzek Fiordu Vejle 2010

Sierpień 18, 2010 at 8:20 am 3 uwag

Szanowni Mastersi

Tyle tekstów publikujecie na naszej stronie, że nie chciałem się wcinać. Ale w końcu czas przerwać to zawłaszczanie wirtualnej przestrzeni i wtrącić swoje 71 groszy.

Okazja ku temu zacna. Bo, proszę ja Was, wczoraj w Vejle w Danii odbył się wyścig szumnie zwany Wyścigiem Dookoła Fiordu. Trafniej byłoby “Wyścig w Poprzek Fiordu”, bo właśnie tak to się odbywało. W poprzek. Dumnie reprezentowałem MASTERSKIE STOWARZYSZENIE “DWÓJKA” TCZEW i poprosiłem speakera, żeby wymówił to po angielsku i po polsku. Muszę go pochwalić – starał się. Wersja polskojęzyczna wyszła mu wprawdzie jak coś takiego: !@#$%^&U*ihgfde#$%^&*i, ale jak na Duńczyka było ok i dostał punkt za samą próbę wypowiedzenia słowa “sto-wa-rzy-sze-nie”.

Jednak po kolei.

Zacznę od uderzenia się w pierś. Mea culpa – zaspałem na zawody w Sopocie dookoła molo. Zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu i obiecuję, że więcej niż 5 razy już mi się to nie zdarzy. Wpadłem na plażę o 12.05, gdy peleton był już na akwenie. Jedyne, co mogłem zrobić, to stanąć na mecie i patrzeć, jak zgarniacie nagrody. Wiem, że Ławryny i Krzychu Korczak byli wielbieni przez tłumy kibicek przy odbieraniu pucharów i wielkie gratulacje.

Powiedziałem sobie: zrehabilituję się na fiordzie w Danii.

Trochę o organizacji tych zawodów. Panie i Panowie! Do Ligii Arabskiej nam, a nie do Unii Europejskiej! Nie ubliżając Arabom. Przepraszam osoby, które w 2004 r. głosowały “UE – nie”. Mają możliwość wypowiedzenia się w komentarzach pod spodem. Ale ja akurat jestem ogromnym entuzjastą Unii i nie ma raczej siły, żeby mnie od tego odwieźć. Krótko: jeśli Wyścig Dookoła Molo wydawał się Wam fajną imprezą, to pomnóżcie to x 3, a zyskacie obraz zawodów w Danii.

Zdjęcia wkleję później, bo robiłem tylko komórką. Póki co, niech…niech obraz mych słów zastąpi Wam widokówki.

Ogłoszenie i regulamin zawodów opublikowane w necie podobnie, jak znamy to na codzień. Zgłosiło się prawie 500 zawodników – kryterium: ukończyć 14 lat. Mnie zarejestrowano pod numerem 473. Niestety droga to była impreza, bo 250 miejscowych koron, czyli około 125 -130 zł. Każdy zgłoszony zawodnik otrzymał 2 dni przed zawodami indywidualną informację, w której serii płynie (było 10 – ja w ostatniej). Serie co 15 minut. Każdy otrzymał przy rejestracji paczkę z gadżetami. W tym chipa, którego należało przypiąć do stopy. To był taki odpowiednik tablicy Omega na ścianie – na mecie należało wbiec na matę, co powodowało zatrzymanie czasu i automatycznie dawało aktualne miejsce w rankingu. Także pełne skomputeryzowanie. Poza tym chipy pełniły swego rodzaju funkcję zabezpieczenia, bo pozwalały monitorować, kto jeszcze jest na na wodzie.

Na plaży przed wyścigiem można było wypożyczyć pianki. Oczywiście za opłatą. Dopuszczono pianki ze względu na dużą ilość meduz i zagrożenie poparzenia. Ale meduz nie było jak rok temu, bo woda zimna.

Punkt medyczny, punkt żywieniowy (w ramach opłaty zupa, woda, banan, kawa, herbata). Wracając jeszcze do gadżetów: koszulka, czepek, próbki kosmetyków Axe, długopis… nie pamiętam co jeszcze, a dupy mi nie chce ruszyć, żeby sprawdzić. Chyba gumy. Do żucia. Więc raczej ta opłata startowa nie była wyłudzeniem. Tak mi się wydaje. Zapracowali Skandynawowie na te pieniądze. Poza tym 2 namioty na przebieralnie i namiot na przechowalnie osobistych rzeczy – więc nie trzeba było zabierać cioci do pilnowania gaci. Tylko że poziom bezpieczeństwa w tym kraju jest ustawiony na takim poziomie, że nie ma strachu zostawiać kluczyki w stacyjce (sprawdziłem). Ergo: komu przyszłoby do głowy kraść cudze gacie? No oczywiście Polakom, ale ponieważ byłem tam jedyny, więc nic im nie groziło. Ja swoich gaci miałem cały zapas. Z obcokrajowców zgłosili się też Niemcy, Szwedzi i Norwegowie. Ale śladowe ilości.

Jedną z najfajniejszych atrakcji tych zawodów był transport zawodników. Otóż ludzie z każdej serii byli przewożeni motorówkami ratowniczymi na drugą stronę fiordu, gdzie był start. Na motorówy trzeba było wsiadać już w pełnym rynsztunku. Ratownicy ładowali po 6-7 osób i jazda. Naprawdę fajna sprawa.

Dystans – ok. 1300 m.

Ewidentnie wody otwarte to nie mój klimat. No po prostu do kurwicy doprowadzały mnie fale, które z brzegu wyglądały jak marszczenie wody, a na środku fiordu miały metr wysokości. Poza tym przygotywać się do takich zawodów należy na morzu, w warunkach jak natrudniejszych, bo wiadomo, że im więcej potu na treningu, tym mniej krwi na zawodach. A nie na jeziorku w Siwiałce… Powinienem o to zadbać, tym bardziej, że ja prawie nigdy nawet na basenie nie startuję na długich dystansach. 400 kraulem w Gliwicach było wyjątkiem. Najwięcej sił kosztowała właśnie walka z wodą. Nie rozkładanie sił zgodnie z planem, tylko walka z wodą.

Miałem na sobie 2 kostiumy. Pierwszy to strój basenowy, taki full body i na to piankę Blue Seventy. Więc wiedziałem, że pierwsze wrażenie to będzie euforia: matko, ale ja zap….., pianka mnie niesie! Więc chodziło o to, żeby temu nie ulec, bo do przepłynięcia było 1,3 km. Fiord był przedzielony 8 bojami, wyznaczającymi trasę. Więc można było sobie wyznaczyć tempo zgode z bojami. Ale gdzie tam! Fale mają taki skutek, że nie pozwalają wpaść w rytm. Tymczasem “rhythm is a dancer” i na długim dystansie to widać jak na dłoni. Fale wytrącają z rytmu i męczą. I z całej taktyki zostały wióry.

Jednak pływanie na wodach otwartych i pływanie w basenie to dwie różne dyscypliny sportu, jak piłka nożna i hokej.

Pomny błędów z zeszłego roku, jak zaczeła się płycizna, zacząłem biec. Ale na bieg już k… nie miałem energii… Po prostu byłem wyczerpany dokumentnie. Jak woda sięgała do pasa, to zabrakło sił, żeby przebierać nogami. Nagle wraz z dotknięciem dna pojawiły się zakwasy.

I TERAZ NAJLEPSZE – UWAŻAJCIE!

10 metrów (może mniej) do mety. Przede mną dosłownie na wyciągnięcie ręki człowiek, którego jeszcze miałem nadzieję dognać. Ale po prostu nogi miałem z drewna. Nie czułem, że nimi przebieram. Potknąłem się o jakąś faleczkę i runąłem mordą w piach przed tłumem gapiów 10 metrów przed metą. Pamiętam ten ułamek sekundy, gdy już lecę w dół jak ścinane drzewo i myślę “przecież wystarczy nogę postawić pół metra dalej”. Ale nie dałem rady nawet centymetra! Taka sobie nagła utrata sterowności w członkach, coś jak paraliż. A gdy już leżałem, to nie potrafiłem wstać!!!!!!!!

Czas wciąż leci.

Podbiegł lekarz i ktoś z obsługi, czy wszystko w porządku (a wciąż nie ukończyłem wyścigu i czas leci!!!!), ja coś tam odburknąłem i tylko kątem oka widzę, jak koło mnie przebiegają faceci, których na wodzie miałem pod butem…

W końcu wstałem. Udało się. Doszedłem (nie dobiegłem, a doszedłem) do mety. Ludzie biją brawo za bohaterską postawę :) :):):):) Lekarz cały czas koło mnie razem z pielęgniarką. Po przekroczeniu mety usiadłem na glebie i nic mnie nie obchodziło. A oni seria pytań: czy jestem na coś przewlekle chory, czy jakieś leki biorę, jak się czuję, czy mogę odychać etc. Ja im na to – dajcie mi tylko odpocząć, bo w nogach mam takie skórcze, że nie mogę chodzić. No więc zostawili mnie, ale kazali przyjść do punktu medycznego. Jak się TROCHĘ pozbierałem do kupy, zdjąłem z siebie te 2 szmaty, założyłem jakąś koszulkę i poszedłem do namiotu medycznego. Siedzi tam jakiś koleś i go pytam:

- Jesteś lekarzem?

on na to w śmiech i:

- Nie, ale chciałbym :) :)

Jest już doba po zawodach, a wciąż boli mnie wszystko. Raz w życiu tylko miałem sytuację tak potwornego wyczerpania, że nie mogłem się ruszyć. To było 15 lat temu na Mistrzostwach Polski w Spale, gdy skończyłem 200 grzbietowym. Teraz był drugi raz.

Nie wiem dokładnie, które miejsce mi złapali, nie miałem ochoty sprawdzać. Zdaje się, że 21 albo 22. Była tylko kategoria OPEN wśród kobiet i facetów.

Jaki z tego morał, pytam się? Nie zakładaj chipa na stopę, bo wyrżniesz gębą w piach.

Pozdrawiam

Marcin

Entry filed under: Relacje z zawodów. Tags: .

Tczew pływaniem stoi Film marketingowy Masterskiego Stowarzyszenia Pływackiego DWÓJKA Tczew!

3 komentarzy Add your own

  • 1. Domba  |  Sierpień 18, 2010 o 10:26 am

    Super sprawozdanie, zycze dalszych sukcesow i pozdrawiam.

    D.Domanski

    Odpowiedz
  • 2. Marcin  |  Sierpień 19, 2010 o 10:25 am

    Dzięki! Nie licząc jeszcze dwóch opływań molo (pójdę tam najwyżej jako kibic), najbliższa impreza to chyba Mistrzostwa Polski w Mławie w listopadzie. Na szczęście na basenie.

    Odpowiedz
  • 3. ...w poprzek Fiordu...  |  Grudzień 1, 2010 o 9:28 am

    Czytałam z ogromnym zaciekawieniem !!!
    Marcinie – gratuluję bohaterskiej postawy, ciekawego streszczenia (uśmiałam się) i dalszych sukcesów nie tylko w wodach basenowych !!!
    Elblążanka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


 

Sierpień 2010
P W Ś C P S N
« maj    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Wpisz swój adres e-mail, aby zapisać się do tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych postach.

Join 5 other followers

Blog Stats

  • 7,946 wejść

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.